To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Uzależnienia - Forum -
internetowe grupy wsparcia dla zmagających się z nałogiem i ich bliskich

Jak mądrze być obok? - bezsilna zona

zona - 09-01-2007
Temat postu: bezsilna zona
Witam wszystkich. Mój mąż pali od ok 5 lat codziennie nasze małżeństwo jest na skraju rozwodu, on wie ze ma problem i wmawia mi ze próbuje z tym walczyc ale on dlugo pracuje i często wraca gdy ja juz śpie także i tak nie mam nad tym kontroli a wydaje mi sie ze on to wykorzystuje i nadal pali. Na poczatku nie bylo to jeszcze tak odczuwalne po pierwsze nie robił tego codziennie a po drugie normalnie funkcjonował, teraz jest juz tragicznie zdaza sie ze pali juz od rana gdy tego nie robi jest agresywny i strasznie nerwowy. Ponadto ciągle nie ma go w domu bo po co ma do niego wracac jak nie może w nim palić. Najgorsze jest ze mamy małe dziecko a on zamiast z nim spędzać czas to woli iść do kumpli i zapalić. Moja sytuacja jest jeszcze bardziej beznadziejna z powodu tego ze jego najblizsi przyjaciele tez to robia i nie widza w tym nic złego, a gdy ja próbuje cos z tym robic to zarzucają mi że próbuje ich od siebie odseparowac i zniszczyc ich przyjazn. Błagam pomóżcie co powinnam robić mam go zostawic czy tkwic w tej tragicznej sytuacji i pozwolic aby moje dziecko wychowywało sie przy ojcu narkomanie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!????????????
kamil - 16-01-2007

Jedynym sposobem jest postawienie męża w sytuacji,w której będzie musiał wybrać między narkomanią, a zdrowym życiem z rodziną. Proponuję zagrozić mężowi,że jeśli nie zacznie się leczyć i nie zmieni otoczenia,to wyprowadzi się pani z domu.Jeśli mąż nie będzie chciał się leczyć (może twierdzić,że już nie pali, można to łatwo sprawdzić kupując test na THC w aptece), wówczas musi pani go zostawić, może wtedy przestraszy się konsekwencji i nawet dla świętego spokoju pójdzie na terapię,nie może jednak pani odpuścić i uwierzyć w postanowienie poprawy bez leczenia,gdyż mąż jest chory. Gdy zacznie się leczyć, istnieje szansa,że dostrzerze co jest ważniejsze. Ta choroba to bardzo duży problem, ponieważ dotyka nie tylko palącego,lecz również panią i dziecko... Bierność spowoduje pogłębienie się problemu oraz odebranie dziecku szansy na dorastanie w zdrowym środowisku. Warto również zaczerpnąć fachowej rady specjalisty od spraw uzależnień.Ja mogę jedynie podzielić się moim doświadczeniem i szczerą chęcią pomocy. Wierzę,żę nie podda się pani,bo jest o co walczyć i warto o to walczyć. Życzę powodzenia i oferuję wsparcie. POZDRAWIAM!!!
Gosia - 27-01-2007
Temat postu: żona palacza
Witam. Mam podobny problem jak autorka wiadomości "bezsilna żona". Mój mąż pali od ponad 5 lat. Ale wtedy się jeszcze nie znaliśmy. Jesteśmy małżeństwem od niecałych 2 lat. Mamy córeczkę 16 miesięczną a drugi dzidziuś w drodze jak wszystko będzie dobrze to pojawi się za 2 miesiące. Gdy się poznaliśmy mąż już palił ale nie tylko brał jeszcze amfetaminę. Teraz tylko (albo aż) pali, nagminnie. Coraz więcej. Ja nie pracuję więc na życie zostaje coraz mnie pieniędzy. Jest mi strasznie ciężko gdy go o coś proszę to nie mogę się doczekać aby coś zrobił i przeważnie robię to sama. Z córką spędza b. mało czasu. Najlepiej jakby mógł całymi godzinami siedzieć przed komputerem i grać. Wie dobrze że jest uzależniony i ciągle obiecuje że już z tym skończy, że to był ostatni raz. Ale to są tylko puste obietnice. Gdy tylko mu się skończy ti coś jest nie po jego myśli to zaraz się strasznie złości i mówi przykre rzeczy. No i oczywiście robi wszystko aby to zdobyć.
Nie b. mam o tym komu powiedzieć. Rodzice męża wiedzą ale nie wiele z tym robią bo teść jest alkoholikiem a teściowa ma nie wiele do powiedzenia. Moja mama-rozwódka o niczym nie wie. Boję się jej powiedzieć aby jej nie zawieść że moje małżeństwo to też niewypał. Poza tym wiem jak to jest wychowywać się bez ojca i nie chciałabym aby nasze dzieci tez to spotkało. Chciałabym za wszelką cenę uratować to tak krótkie małżeństwo ale boję się że jeśli tylko ja tego będę chciała to za mało. Doprowadza mnie to wszystko już do szału!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

mirelka - 29-01-2007

witam was bardzo serdecznie dziewczeta
weszlam na forum gdyz troszke sie zagubilam-przewszystkim jestm ze swoim facetem 8 lat pail on roznie-gdy sie poznalismy-praktycznie znikomo,na studiach troszke wiecej ,nastepnie gdy pracowal na morzu wogole nawet czasem po pol roku,teraz jestmyu po studiach,wyjechalismy i on znow pali czyli tak naprawde nigdy nie rzucil choc mial bardzo znaczace przerwy.od kilku dni postawilam warunek jesli nie przestanie wyprowadzam sie-z dnia na dzien jestem gotowa na to ale wiem ze bede cierpiec bo przeciez sie kochamy-ale niestety kochane dziewczeta nie widze innego wyjscia z sytuacji bo tak sciemniac sie mozna w nieskonczonosc-uwazam ze dopoki sam ie zdecyduje z zerwaniem nalogu beda to glupie obietnice.okropnie mi przykro bo wiem ze jesli odejde to sie to wsztstko skonczy ale uwierzcie mi sil brakuje pomimo ze jest fajnym facetem ,szanuje mnie (w tym przypadku niestety lekcewazy:() odkladam mysli na bok o wyprowadzeniu sie bo w sumie tyle lat to nie jest tak latwo tak poprostu spakowac sie i wyjsc,ale niestety faceci ktorzy pala sa ogromnymi egoistami i zawsze znajda sobie sposob na zapalenie.jestem w kropce bo praktycznie jakies kilka dni nie rozmawiam z nim widze ze kreci sie po domu i obserwuje mnie bacznie ale niechce sie zlamac!czy naprawde ma sie wyprowadzic czy problem bedzie zalatwiony?pozdrawiam

neonka - 30-01-2007

mirelko slusznie postapilas......ja mojemu chlopakowi powiedzialam rowniez: albo MJ albo ja. I wybral mnie, i powiem ci, ze on nawet zaczal zauwazac jak bardzo schrzanil sobie zdrowie przez MJ....nie pali juz 3 miesiace i widzi roznice miedzy "tamtym" swiatem a terazniejszoscia.
mam nadzieje,ze ci sie wszystko ulozy.
gosia-za ciebie tez trzymam kciuki.
caluje goraco :*

zona - 30-01-2007
Temat postu: Nadal WIELKIE NIC....
Dziękuje za odpowiedzi i przykro mi ze ten problem dotyka tylu ludzi. Ostanio również zagroziłam mężowi że sie wyprowadze ii na kilka dni przestal palić ale znowu zaczął. Szczerze mówiąc to po pierwsze brak mi konsekwencji w dzialaniu a po drugie jestem też troche uzależniona od niego pod względem materialnym i mieszkaniowym. Niestety moja wyprowadzka od męża równala by sie z powrotem do rodziców a mam jeszcze dwóch braci którzy z nimi mieszkają a oni maja tylko trzy pokoje więc nie bardzo mam warunki na zamieszkanie tam z dzieckiem. Dzwoniłam już do maonaru i chciałam sie umowić na wizytę z terapeuta ale jakoś tak wyszlo ze nie mialm z kim zostawic maluszka i znowu to odlożyłam. Caly czas sie bije z myłśami bo ze wszystkich stron słysze ze powinnam ratowac rodzine za wzselka cene przede wszystkim dla dobra dziecka - tylko że co to za dobro z ojcem narkomanem. Juz jestem na skraju rozpaczy, tym barzdiej że mój mąż zrobił się opryskliwy nie okazuje mi żadnej czułości tylko za wzsystko krytykuje i ciągle są jakieś spięcia. czuje sie dosłownie przez niego terroryzowana psychicznie staram sie juz wszystko robic perfekcyjnie a i tak jets wszystko źle. Przyznam sie że nawet sie ciesze ze on tyle pracuje bo jak go nie ma to jestem spokojna usmiehcnieta i mam dobry humor a jak tylko on jest w domu jestem nerwowa i rozdrażmniona musze uwazac na kazde słowo i gest bo nie chce doprowadzac do kłotni zez względu na dziecko. Czuje sie bezsilna i zdruzgfotana....
neonka - 31-01-2007

zonko!
po 1-powinnas bys konsekwentna. to,ze nie masz gdzie sie wyprowadzic to nie problem-poszukaj schroniska dla samotnych matek lub cos w tym stylu.
po 2-nie ratuj rodziny ze wzgledu na dziecko!!!to glupota!!! dziecku bedzie lepiej tylko z mama jesli bedzie mial spokoj, niz w towarzystwie klocacych sie obojga rodzicow.
po 3-porozmawiaj z jakimis kolezankami, przyjaciolkami....moze one na jakis czas ci pomoga.

po 4-nie poddawaj sie!!! wiem, ze jest ci ciezko....ale ze wzgledu na siebie i maluszka-nie wolno ci sie poddac!!!


sciskam mocno i caluje :*

------------------------------------
mój facet nie jara jush prawie 3 miechy

zona - 01-02-2007

dziekuje za odpowiedz. Co do zamieszkania w domu samotnej matki czy czymś podobnym to słyszałam o takich instytucjach wiele negatywnych opini. A pozattym zostalam wychowana w bardzo konserwatywnej rodzinie i taki krok raczej nie wchodzi w grę. Poprostu nie mam tyle odwagi sil a pozatym nie chce zeby moje dziecko sie tak wychowywało. Wiem ze to wszystko sa moje wytłumaczenia i zdaje sobie sprawe ze ja równiez mam problem i ze jestem współuzależniona. Znam te schematy bo mój ojciec jest alkooholikiem od 12 lat nie pije i pomogły mu tylko grupy AA. Przestał pić kidy moja mam zaczęła chodzic na AL-Anon i zdobywac wiedze jak walczyc z chorobą. Wiem ze ja tez powinnam tak właśnie postąpic ale jest taka cząstka mnie która sie buntuje. I wtedu kiedy mój ojciec pił i teraz kiedy mój mąż pali mam takie ukryte przekonanie ze dlaczego ja mam sie leczyc za nich doskonale wiem tez ze to nie chodzi o to i ze grupy wsparcia sa przedze wszystkim po to zeby pomóc mi.
Mam dużą śiadomość tej choroby a jednak brnę w tym bagnie i cięzko mi jets coklowiek zrobic. Naprawde mam dosc najpierw całe dzieciństwo przezywalam alkoholizm ojca a teraz musze od nowa przezywac to z mezem.
Jestem juz tym naprawde wyczerpana ze całe moje życie kręci się wokół dwóch chorych mężczyzn wokół nałogów innych osób a ja od najmłodzsych lat po dzis dzien musze za to cierpiec a teraz cierpi jeszcze moje dziecko. Poprostu TRAGEDIA....

Kasia - 01-02-2007

Witam
Moj tato też jest uzależniony od alkoholu, a chlopak od marihuany i chyba także od alkoholu. To że mam uzaleznionego chłopaka nie jest przypadkiem, wychowalam się w rodzinie dysfunkcyjnej, wyuczyłam się pewnych zachowań i wpoiłam sobie pewna rolę, którą teraz mogę kontynuowac w moim związku. Dlatego własnie ja powinnam sie leczyc, wiem to że ja także mam problem, nie tylko moj chlopak. I tak jak osoba uzalezniona broni sie przed leczeniem, tak tez osoba wspóluzalezniona, wmawia sobie że z nia wszystko wpozadku, bo łatwiej jest myslec ze jesli ktos sie zmieni to mi bedzie lepiej, łatwiej jest mówic komuś ze ma problem , niż zaczać pracowac nad sobą i zmieniac swoje chore zachowania. Wiem co pisze bo przezylam to na własnej skórze, zaczelam chodzic na terapie dla osob wspóluzaleznionych, wiele się tam dowiedzialam, jednak nie ukończylam jej, tlumacztlam to sobie brakiem czasu, sesja , choroba.... jednak poprostu tak szczerze to na ukonczenie terrapi nie pozwolilo mi moje wspólualeznienie... :( Ale to nie koniec zamierzam zaczać od nowa , chodze takze na al aonon.. Teraz wiem ze najwazniejsze dla mnie jest to by byc konsekwentna, wiec wole nei mowic nic niz rzucac słowa na wiatr. Naprawe wiem że jedynym ratunkiem dla nas jest walka z naszym wspóluzaleznieniem, bo tylko na to mamy wplyw... jesli zmienie moje zachowanie wymuszone uzaleznieniem mojego chlopaka, dam także szanse na to aby moj chlopak sie zmienil..... Pozdrawiam i życze siły i wielkiej wytrwałosci w pracy nad sobą ... także dla siebie :)))))))

Gosia - 01-02-2007
Temat postu: malutka nadzieja
Witam wszystkich. Nareszcie znów mogę się dostać na stronę. Wcześniej miałam problem z internetem i niestety nie mogłam nic napisać. Po przeczytaniu wielu listów na tej stronie zachciało mi się znów walczyć o mojego męża i z jego nałogiem. Pokazałam mu tą stronę i chyba sam się przeraził czytając to wszystko o mitach. Nie zdawał sobie sprawy z tego wszystkiego. Potem przeprowadziliśmy poważna rozmowę na ten temat i mój mąż doszedł do wniosku że jednak za długo się to ciągnie i czas z tym skończyć. Tylko zastanawiam się jak sobie z tym poradzimy, ale jestem pełna nadziei i siły póki co więc może się uda. Może jestem głupia że mu wierzę ale nigdy wcześniej nie rozmawialiśmy o tym szczerze. Bardzo chciałabym aby się udało. Trzymajcie za nas kciuki. Możliwe że sobie sami nie poradzimy i będziemy musieli odwiedzić jakąś poradnię. Którą poradnię w Lublinie najlepiej byłoby odwiedzić? Pozdrawiam
miodzio - 02-02-2007
Temat postu: lublinskie poradnie
Gosiu - przesyłam Ci 3 adresy do wyboru - oceniając podaną w informacjach ofertę terapeutyczną wskazywałbym zwłaszcza na Monar, bo prowadzą terapię grupową (szczególnie wg mnie rozwijającą).

ZOZ Poradnia Profilaktyki i Terapii Uzależnień Monar
ul. Hutnicza 10b, 20-218 Lublin
telefon: (0-81) 745-10-10
fax: jw.
Placówka przyjmuje pacjentów powyżej 8 r.ż.
Zakres udzielanej pomocy:
* Poradnictwo dla rodzin osób uzależnionych
* Poradnictwo dla osób używających narkotyków (nieuzależnionych)
* Poradnictwo dla osób uzależnionych od narkotyków
* Psychoterapia indywidualna dla osób uzależnionych od narkotyków
* Psychoterapia indywidualna dla rodzin osób uzależnionych
* Psychoterapia indywidualna dla osób używających narkotyków (nieuzależnionych)
* Psychoterapia grupowa dla osób uzależnionych od narkotyków
* Psychoterapia grupowa dla rodzin osób uzależnionych
* Konsultacje lekarskie

Poradnia Profilaktyczno-Społeczna przy TRiPDU Powrót z U
ul. Kleeberga 14, 20-243 Lublin
telefon: (0-81) 748-23-35
Placówka przyjmuje pacjentów bez ograniczeń wiekowych.
Telefon zaufania: (0-81) 748-23-35, czynny w godzinach pracy placówki.
Zakres udzielanej pomocy:
* Poradnictwo dla rodzin osób uzależnionych
* Poradnictwo dla osób używających narkotyków (nieuzależnionych)
* Poradnictwo dla osób uzależnionych od narkotyków
* Psychoterapia indywidualna dla osób uzależnionych od narkotyków
* Psychoterapia indywidualna dla rodzin osób uzależnionych
* Psychoterapia indywidualna dla osób używających narkotyków (nieuzależnionych)
* Psychoterapia grupowa dla młodzieży zagrożonej uzależnieniem od narkotyków
* Psychoterapia grupowa dla rodzin osób uzależnionych
* Psychoterapia grupowa dla osób używających narkotyków (nieuzależnionych)

Katolickie Stowarzyszenie Pomocy Uzależnionym Agape
ul. Bernardyńska 5, 20-109 Lublin
telefon: (0-81) 534-38-87
fax: jw.
Placówka przyjmuje pacjentów bez ograniczeń wiekowych.
Zakres udzielanej pomocy:
* Poradnictwo dla rodzin osób uzależnionych
* Poradnictwo dla osób używających narkotyków (nieuzależnionych)
* Poradnictwo dla osób uzależnionych od narkotyków
* Psychoterapia indywidualna dla osób uzależnionych od narkotyków
* Psychoterapia indywidualna dla rodzin osób uzależnionych
* Psychoterapia indywidualna dla osób używających narkotyków (nieuzależnionych)

Gosia - 04-02-2007
Temat postu: wielkie dzięki
Dziękuje b za adresy poradni. Jeśli się tam wybiorę(wybierzemy) na pewno napiszę. Pozdrawiam
tekla - 26-02-2007
Temat postu: juz nie daje rady
witam wszystkich.witam bezsilną zonę
niestety ja takze znalazłam sie w takiej samej sytuacji jak ty i juz po prostu jestem na skraju wykończenia nerwowego.mój mąz pali codziennie od 1,5 roku.nie potrafi ze ną rozmawiać jak nie zapali nie potrfi porozmawiać ze swoin siedmioletnim synem,nie potraffi nic jezeli nie jest na "bani".każda poóba rozmowy kończy się w ten sam sposób wielką kłótnią i za każdym razem słyszę te same słowa:"ja jestem dorosły i wiem co robię nic mi nie jest nie jestem uzależniony"tylko pytam dlaczego jak nie ma trawy to jest agresywny ,szuka powodu żeby wyjsć z domu i przytargać sobie worek z ziołem.ja juz nie wiem co mam robić ani prośby ani grożby poprostu czarna dziura .może ktos zna jakis "złoty środek" żeby otwozyc mojemu mężowi jego oczy szeroko zamkniete na ten problem .problem jego uzależnienia od trawy.prosze o pomoc .

miodzio - 20-03-2007
Temat postu: rada
w takich przypdkach najlepiej samemu odwiedzic poradnie uzaleznien i nauczyc sie, jak madrze postepowac z palaczem (jak i jakie stawiac granice, jak byc konsekwentnym - czyli nauczyc sie jedynej formy milosci wobec bliskiego uzaleznionego, ktora zdaje egzamin: tzw. twardej milosci).
natkka - 03-12-2007
Temat postu: Też mam ten problem
Z Tomaszem jesteśmy już razem 4 lata. Znam jego historię... rzucił studia przez palenie, bo zabrakła mu motywacji. Chciał z tym skończyć i przez jakiś czas nie palił. Jednak przez ten cały czas zawsze coś podpalał. Nie trudno przeciez zdobyć marihuane od kumpla, zreszta często i gęsto sam załatwia ja innym kumplom. Oczywiście wtedy zawsze pali.
Teraz pali codziennie, i nie musze chyba dodawac, że nie widzi w tym problemu. Jestem w ciąży z drugim dzieckiem i jest mi cholernie ciężko, bo w ciężkich chwilach nie mam w nim oparcia, pomocy czy nawet pocieszenia. Teraz wszystko kręci sie wokół niego i jego wieczornego rytuału.
Zarabia na utrzymanie rodziny i po prostu należy mu sięchwila relaksu. Takie odstresowanie. Niestety to mnie stresuje, co pewnie ma nie za dobry wpływ na nasze dzieci. Jego palenie i sposób zachowania ztym związany wywołuje u mnie silna agrsję. Po prostu sobie z tym nie radzę. Nie mam juz sił na kolejne dyskusje,kłótnie. To straszne jak człowiek może się czuć bezradny ...
Jestem z Poznania... i potrzebuje z kim o tym porozmawiać.
pozdrawiam



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group