To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Uzależnienia - Forum -
internetowe grupy wsparcia dla zmagających się z nałogiem i ich bliskich

Bezchmurnie - Walka o wolność

bigfish - 15-04-2012
Temat postu: Walka o wolność
Witam wszystkich serdeczenie, mam 30 lat, od 14 lat używam MJ , od lat 8 praktycznie codziennie stosuję ten specyfik. Nadszedł jednak dzień , moment, w którym trzeba obejrzeć sie za siebie i dokonac rozliczenia z lat intensywnego zaciemniania własnego umysłu, rujnowaniu zdrowia poprzez wciąganie dymu co z kolei prowadzi do degeneracji pamięci i ogólnej sprawności mózgu. Dodam ,że przez 15 lat niszczyłem swoje płuca paląc papierosy ( rzuciłem 6 tygodni temu ). Napisze pokrotce jak wygladała historia mojego uzaleznienia, byc może będzie przestrogą dla początkujących palaczy.
Zaczęło się w 1 klasie liceum, sporadycznie na imprezach, na spotkaniach ze znajomymi, poźniej jaraliśmy przy kazdej mozliwej okazji. Z czasem dawki i częstotliwośc palenia zwiekszyły się jak to zwykle w przypadku długoletniego nałogu bywa, Palenie rozpoczynałem ostatnimi czasy około godziny 9:00 rano , nastepnie w przerwach w pracy kolejne lufki, wieczorem do snu jakżesz by moglo zabraknąć znanego i lubianego specifiku ( tak tak specyfiku - bo kto tak naprawde wie co my tam palimy i w czym to było moczone ). Zycie toczy się dalej codziennie te same potrzeby musza być zaspokajane , mam na myśli nałóg oczywiście. Tylko czy tak naprawde musi być? Bedąc w nałogu jesteś jego niewolnikiem. Nie masz nawet tej niewielkiej namiastki wolności która posiadają ludzie trzeźwi. Każdy dzien zaczyna się podobnie , sa codzienne rutyny, sprawy do załatwienia ale w tle jest zawsze wysuszone zielsko które inhalujesz do płuc ( rzecz jasna to zajmuje twoj umysł, musisz na to poświęcić , czas, pieniądze, energię itd ). Jakość przezyć po marichuanie spada wraz ze wzrostem stażu palącego. Nie wiem czy wy również tak postrzegacie kwestje długotrwałego palenia? Palenie nie wywołuje juz euforii jak dawniej , a raczej momentami powoduje przygnębienie, czlowiek odczuwa przyspieszone bicie serca, myśli częściej o smierci? Ja przynajmniej tak miałem tj. czułem zły wpływ narkotyku na moje samopoczucie ( fizyczne i psychiczne ). Co zatem pcha mnie ku temu świnstwu skoro pisze te słowa w pełni swiadomie ? To jest własnie uzaleznienie, chory mechanizm, a raczej mechanizm który stworzył chory , zatruty przez THC mózg.
Gdy zastanawiam się nad przeszlością, z czasow gdy paliłem ( piszę w formie przeszłej chociaż dopiero w tym momencie zaczyna sie znowu moja droga, kiedys byly próby rzucania i to nawet na kilka miesięcy ale o tym może innym razem ) to zastanawiam sie czy tamte przeżycia, imprezy, wyjazdy, były wspaniałe bo bylismy tam razem i dobrze sie bawiliśmy , czy dlatego że jaraliśmy trawę? Moze poprostu zachowam te wspomnienia jako dobre dlatego ,że poprostu są dobre? Nie można bowiem przekreslic calego swojego życia ( nie całego bo połowy ) tylko z tego powodu ,że jest sie uzaleznionym?. Czlowiek pomimo tego ,że jeste w nałogu jest dalej człowiekiem nie zapominajmy o tym. Nie mówię tego na swoją obrone, jestem świadom tego jakie szkody wyrzadzilem swojemu organizmowi przez lata cięzkiego palenia gandzi i tytoniu. Trzeba zrozumiec fakt ,że uzalezniomym zostaje się na cale życie, ale pojąć również prawdę, że można żyć bez palenia , trzeba jednak podjąc trud i stoczyć walkę z samym sobą i wlasnym sumieniem.
To co bardzo irytuje ( palacza i jego otoczenie ) to zycie w ciągłym zakłamaniu. Przeciez ludzie nie moga wiedzieć ,że jestem nacpany 24h prawda? bo kto chciałby zyc z kimś takim, kto chciałby z kims takim pracować , mieć wspólne życie itd. Dlatego palacz zawsze ucieka się do kłamstwa oraz maskowania nałogu ( krople do oczu, gumy do żucia itd ).
To smutna prawda ktora cżłowiek pojmuje w momencie kiedy odstawi narkotyk i przez jakiś okres czasu pozostaje czystym. Wtedy zdaje sobie sprawę, że życie na trzeźwo nie musi być wcale gorsze od tego na haju, a wykonywane czynnosci i aktywnosci przynoszą taką samą radość jak w czasie odurzenia. Dlatego popieprzone jest ćpanie tego gówna ! Wiele lat uważalem,że słowo ćpanie nie przystoi do palenia marichuany , wiecie co ? Zmienilem zdanie na ten temat ! Bo jak nazwac gościa który wymyka sie z domu do piwnicy żeby strzelić sobie dwa buszki z lufki, a potem wraca szybko do domu do żony i dziecka i udaje że nic sie nie wydarzyło? Naprawdę nie przypuszczałem ,że do tego dojdzie i że tak bedzie wyglądalo moje życie, dlatego po raz kolejny rozpoczynam walke z nałogiem, jutrzejszy dzień przywitam z myślą o nowym porządku rzeczy, wiem ,że nie bedzie łatwo, nigdy nie jest łatwo wyjść z uzaleznienia ale na szczęście człowiek wiele potrafi wytrzymać jezeli tylko tego chce, a ja chcialbym poczuć się wolny chociaż na chwilę.
Postaram się meldować o postępach w rzuceniu tego nieszczęsnego ścierwa w które niejeden z nas sie uwikłał. Pozdrawiam wszystkich walczacych o lepsze jutro. Nie bój się zmiany na lepsze !

bigfish - 16-04-2012

Dzis pierwszy dzięn abstynencji, oczywiście rano pobudka i pierwsza myśl - od dzisiaj nie palę, jak to bedzie? Nastepnie strach - tak strach, bo człowiek boi sie ,że nie da rade ogarnąc życia na trzeźwo, skoro zawsze z rana cpał od kilku ładnych lat, jak z tym skonczyc?
Wiem ,że można osiągnąć wyznaczony cel tj. nie palić , miałem juz przerwy w nałogu nawet półroczną, jednak później osłabiałem swoja czujnośc i sięgałem ponownie mysląc ,że jestem juz wolny. Tak naprawdę, najsmutniejsze w byciu nałogowym palaczem jest to że osoba uzalezniona nigdy do konca nie będzie wolna. Trzeba sobie uświadomic ten fakt i trwać w postanowieniu nie palenia. Od rana myslę o tym co daje mi palenie , jak się czuje gdy zapale itd. Zaczynam dostrzegać fakt ,że cieszył mnie ostatnimi czasy jedynie MOMENT kiedy zapaliłem , sama faza po zapaleniu była często chujowa ( chwilowe kołatanie serca, ogólnie złe samopoczucie, przytłumienie zmysłów itd. ) , tak sobie mysle, moze chory organizm daje znaki ,żeby przestać ? Jedno jest pewne nie można poddawać się natretnym myslom na temat palenia, bo to tylko rojenie chorego umysłu który żąda dostarczenia od lat przyjmowanej trucizny. W rzucaniu najbardziej cieszy fakt ,że w końcu moge powiedziec prawdę, nie ukrywac się ze swoim uzaleznieniem, być fair w stosunku do samego siebie i swojej rodziny.
Przemilczenie tematu, nie rozmawiane o nim nie spowoduje że problem zniknie.
Wiem ,że jeszcze nie raz będe sie zmagał z potworem uzaleznienia jednak wierzę w to ,że uda mi sie przezwyciezyc pragnienie zapalenia, czego i wam szczerze z całego serca życzę.

Kolega - 16-04-2012

Witam
Znam to doskononale, jak palenie nie daje juz przyjemnosci, smiechawy, euforii tylko przeciwnie przygnebienie, smutek, chore mysli. Pali sie po to zeby palic, zaspokoic głod. Do tej pory zastanawiam sie dlaczego taka zmiana, wysnulem kilka teorii:
- Podswiadomie chcemy przestac palic, przez co nasz umysl odwraca dzialanie thc. Daje nam to duzo do myslenia i zwieksza mozliwosc dzialania do abstynencji, poniewaz dlaczego mamy przestac palic skoro jest fajnie?
- Mamy duzo problemow na glowie, o ktorych staramy sie nie myslec podczas zapalenia jednak MJ to z nas wyciaga, dlatego mamy zle stany po paleniu, leki, drgawki itp.
- Palimy jakies modowane gowno, ktore nie widzialo ziemi i slonca.
- Organizm jest wyczerpany z powodu palenia. Przemeczony mozg, cialo, pluca. Po zapaleniu nasz organizm ma dosyc tego, dlatego wywoluje takie stany.
- Złe towarzystwo do palenia i nasze nastawienie tzw zasada set & setting.

Jednak dla mnie najbardziej prawdopodobny jest pkt pierwszy. Wiele osob wlasnie dlatego przestalo palic,(w tym ja) bo nie czepali juz przyjemnosci, a jak sie obejrzyli byli juz w szponach nalogu.

Zycze wytrwalosci i ciaglej walki. Czytaj forum, znajdziesz tu wiele wskazowek jak wytrwac w abstynencji. Pisz rowniez jak Ci mijaja dni i jak sie trzymasz.
3maj sie i powodzenia !

who i am - 16-04-2012

Witam was, podlacze sie do Twojego tematu i bede staral sie razem z Toba przechodzic te ciezkie chwile walki z nalogiem :) co prawda rzucilem palenie 3miesiace temu, wczesniej palilem okolo 5lat dzien w dzien, w czasie trwania w tym syfie mialem kilka przerw trwajacych przewaznie pare dni, max wytrzymalem 2tygodnie... Mialem z tym skonczyc od nowego roku, ale niestety wytrzymalem tylko jeden dzien i wrocilem do tego wmawiajac sobie ze czemu mialbym to przestac palic jak to jest spoko, co oczywiscie jest gowno prawda. Dopiero w momencie kiedy napadly mnie naprawde mocne leki i schizy, ze lezac noca w lozku zaczalem sie bac ze zaraz umre ze cos jest ze mna nie tak postanowilem z tym skonczyc. Od tego momentu minelo ok 3miesiecy i do teraz nie pale. Niestety nadal czuje sie zamkniety w sobie i nie potrafie sie odnalezc w zyciu, jestem strasznie leniwy i nic mi sie nie chce robic. Wiem tylko jedno nigdy wiecej nie chce wracac do tego syfu ktory zniszczyl mi te 5lat zycia. To tak na wstepie, od dzis bede staral sie codziennie zagladac i rozmawiac wtedy moze bedzie mi latwiej :) Pozdrawiam i zycze w wytrwalosci !
bigfish - 17-04-2012

Cześć Who i am, dzieki za podłączenie sie do temtu :) Dziś mija drugi dzień jak nie palę zielska :) Idzie mi całkiem dobrze, jeszcze co prawda nie byłem wystawiony na pokuse zapalenia tzn. nikt mnie nie czestował itd. ( chociaz w każdej chwili mógłbym w sumie załatwic gieta i naćpac sie ) ale nie sądze aby zrobiło to na mnie jakieś straszne wrazenie i spowodowało niesamowite łaknienie oraz meki zwiazane z odstawieniem. wydaje mi się ,że jeżeli chcesz naprawde rzucic to świnstwo to jestes w stanie to zrobić ! To walka ze swoim przyzwyczajeniem, nie można nigdy decyzji o nie paleniu poddawać w watpliwośc bo to słuszna decyzja. Nigdy nie bede nakłaniał ludzi , znajomych którzy używaja do rzucania, jeżeli chcą niech sobie palą, ja poprostu nie nadaję sie do używania gandzi bo nie znam umiaru i nie kontroluje swojego palenia! W moim przypadku nie da sie palic raz na dwa tygodnie, ja nie potrafie palic gandzi ja poprsotu ją ćpam.
Podczas poprzedniej próby rzucania poprostu się oszukiwałem, stąd powrót do nałogu.
Grunt to być szczerym w stosunku do samego siebie i nie uśpic własnej czujności. Ja popełniłem ten błąd chociaż nie paliłem prawie pół roku, niestety nie rozumiałem faktu ,że każdy nawet jeden mały joint powoduje powrót do nałogu. Tak więc trzymam się dalej w abstynencji czego i wam równiez życze, pozdrawiam !

who i am - 17-04-2012

Hehe te pokusy sa najgorsze, a ja jestem na nie wystawiany prawie codziennie poniewaz wszyscy moi przyjaciele/znajomi jaraja nawet moj rodzony brat ktory jest odemnie mlodszy, sugeruje mu caly czas zeby przestal bo sie doprowadzi do takiej samej sytuacji jak ja i bedzie tylko tego zalowal, on mowi wiem wiem rzuce, na szczescie ma duzo mniejszy staz w tym i wierze w to ze nie popadnie tak jak ja. Jezeli chodzi o moich kumpli to ciezko byloby mi z nimi zerwac kontakt poniewaz znam sie z nimi i przyjaznie prawie cale zycie i razem z nimi wpieprzylem sie w to bagno mniej wiecej w tym samym czasie. Oni dostrzegaja identyczny problem w jaraniu codziennym co i ja ale wydaje mi sie ze nie maja tak silnej woli zeby z tym konczyc, kazdy sobie tlumaczy to w inny sposob i dalej w to brnie. Ja juz sie dowiedzialem ze do niczego dobrego to to nie prowadzi, zeby czlowiek byl madrzejszy i potrafil sobie odmawiac i palic tylko w chwilach kiedy jakas sytuacja go uszczesliwia lub od czasu do czasu jak jest jakas impreza, a nie wpieprzac sie w to nalogowo i robic to codziennie, uwazajac ze bez zjarania batata sa takie nudy ze trzeba to zrobic... Szczerze powiedziawszy to dopiero teraz widze jakie spustoszenie to zrobilo w mojej psychice, z tymi znajomymi ktorymi bylem przez cale zycie, zauwazam ze mam bardzo malo wspolnych tematow, jak sie jeszcze spotkamy w grupie to spoko potrafie z nimi pogadac posmiac sie wypic piwko, ale jezeli spotkam sie tylko z jednym to po paru minutach nie wiem o czym z nim rozmawiac... Wiem ze to jest rowniez wina z mojej strony bo przez te lata jarania odszedlem od wszystkich zainteresowan jakie mialem, jedyne co mnie zaczelo ciekawic bylo zielonym syfem, w latach w ktorych powinienem sie rozwijac umyslowo i fizycznie (18-25) nic nie robilem tylko jaralem( no procz tego ze studiowalem dziennie przez okres 4lat i jakims cudem udalo mi sie obronic licencjat, ale to temat na inny post). Jest mi strasznie zle z tym wszystkim, nie mam stalej pracy, nie mam dziewczyny ani zadnych zainteresowan, czuje ze jestem wrakiem czlowieka gdzie tak naprawde w wieku 25lat powinienem byc mlodym, wysportowanym, madrym tryskajacym wiedza, usmiechnietym czlowiekiem... Zbyt dlugo czlowiek zyl marzeniami i czekal az wszystko spadnie z nieba, w ten sposob mam teraz problem z przystosowaniem sie do normalnego zycia gdzie trzeba niestety zapier***** zeby cos osiagnac. Do tego jeszcze nie potrafie zaakceptowac siebie samego, ciagle mi cos we mnie nie pasuje. Od tych 3miesiecy walcze caly czas ze soba i nie pale, wiem ze ten czas niepalenia nie jest zadnym sukcesem poniewaz wiele jeszcze przedemna zeby nauczyc sie doroslego i prawdziwego zycia, ale musze wytrzymac, musze sie stac osobom ktora bedzie widziala przed soba przyszlosc.
bigfish - 19-04-2012

Mija kolejny dzień bez skręta :) Chwilami zastanawiam sie jak mogłem funkcjonowac naćpany od rana do wieczora? Momentami nachodza mnie myśli o zapaleniu zielska ale rozumiem ,że to chory organizm odczuwa głód i domaga sie narkotyku. Odsuwam te myśli na bok zdając sobie sprawę z machanizmu uzaleznienia.
Kolega - 19-04-2012

Tak trzymaj Fish :) jesteś na dobrej drodze. Cel, wytrwałość i checi.
Czytajac posty, został poruszony jeden z najwazniejszych tematów dotyczacy palenia.
Palac, nasze ciało rozwija sie normalnie, tak moge stwierdzic po sobie. Zaczalem kopcic bedac 1 gimn, a skonczylem na 3 roku studiów. Fizycznych defromacji nie zauwazylem, wszystko jest jak nalezy, badalem sie u ortopedy i innych lekarzy jest OK.
Sens w tym ze nie chodzi tu o zahamowania fizyczne, ale psychiczne. Kiedy palilem, mialem duze problemy z pamiecia. Nie chodzi tu o nauke, bo jakos z tym nigdy nie mialem klopotu, ale pamietanie o waznych sprawach dla siebie. Spotkania, przyslugi itp. Czesto obiecalem cos sobie np. ze bede codziennie biegal, ale zaniedbywalem to po kilku dniach. Nic nie robilem dla siebie, dla samego siebie, nie chodzi o szkole, nauke ale cos co robilbym i czerpalbym z tego radosc oraz satysfakcje. Jakies hobby, pasje. Olewalem w pewnym stopniu stosunki rodzinne, co teraz staram sie naprawiac sukcesywnie. Abstynencja jest to swietny okres aby nadrobic te stracone lata, jest to mozliwe! sam aktualnie spelniam sie zawodowo i wewnetrznie. Mozna? Mozna !

bigfish - 20-04-2012

Kolejny dzien walki, jest ok, bez nadmiernego zagłebiania się w temat palenia, wogóle jakis niewyspany jestem , więc sorki ze nie nawiąże do waszych postów :) Pozdrawiam wszystkich !
Radek - 20-04-2012

Często widzę słowo ''walka'' walczę'' itp

Pierwszy Krok ( z 12 )

.Przyznaliśmy, że jesteśmy BEZSILNI wobec uzależnienia - że przestaliśmy kierować własnym życiem.

Ja przestałem walczyć z uzależnieniem bo wiem ze to nie równa walka w której zawsze przegrywam.

słyszałem taki fajny przykład
wyobraź sobie ze uzależnienie to bokser który woła cię na ring do tego ci ubliża i nakręca żebyś emocjonalnie do tego podszedł. jednak bokser zawsze sprawia ci łomot tak ze przez jakiś czas jesteś cały pobijany. tak ci dołożył ze przez jakis czas pamiętałeś ile ci krzywdy wyrządził . jednak mija jakis czas rany się wyleczył. i zapominałeś jaki łomot ci wcześniej wprawił i znów wychodzisz z nim na ring z pewnością ze sobie z nim poradzisz. Kolejny raz dostając coraz to mocniejsze lanie.

Mnie na trapi uczą nie jak wygrać z bokserem . tylko jak porostu nie wchodzić na ring .

z uzależnieniem było tak ze miałem doła chciałem rzucić palenie. udawało mi sie max 1 miesiąc i dalej paliłem bo zapominało ile ten bokser( uzależnienie ) sprawiło mi bólu.

I histora się powtarzała Bokser- bół - zapominanie- bokser ....

jednak każdy ma swój sposób na czystość

życzę ci powodzenia 3maj się!!

pozdrawiam Radek uzależniony

bigfish - 21-04-2012

Witam Radku ! Wiem , też kiedys chodziłem na terapię, jestem w stanie sie zgodzic z tym co piszesz, zresztą napisałem o tym wczesniej ( być może nie przeczytałeś dokładnie moich postów ) ,że rozumiem fakt iż uzaleznionym pozostaje się na całe życie i czlowiek zawsze bedzie mial słabośc do rzeczy od której jest uzalezniony. To normalne ,że im mniej sie narażasz i im mniej razy wystawiasz sie na próbę / masz okazję zapalić, tym wieksza szansa że wyjdziesz z nalogu ( tzn. przestaniesz używać ). Nie do konca jednak zgadzałem się z opinia terapeutów co do tego ,że nie kontroluje swojego zycia ( wszystkich sferach - BZDURA !!! ), to co nie podobało mi sie w podejsciu terapeutycznym to fakt ,że starano sie mi wmówic ,że jestem jakąś fleją jebaną bez uczuć ( naprawdę tak sie poczułem ) która nic nie ogarnia. Rozumiem zamysł terapeuty, jednak jestem dumnym człowiekiem, wiem ,że jestem uzależniony, ale radze sobie z tym jak umiem najelpiej tj. nie palę ! Terapia pomogla mi w zrozumieniu kilku rzeczy dlatego uważam ,że każdy z tym problemem powinien skorzystać z rad specjalisty , nie uważam jednak ,że Ci którzy maja pomagać posiadają monopol na wiedzę absolutną , bo często maja kiepskie podejście do pacjenta ( może powinni się jeszcze douczyć , a tak naprawde przydało by sie troszkę więcej psychologii liznąć bo nie każdy jest taki sam, wiem że mechanizm uzależnienia podobny ale każdy odbiera / przeżywa pewne sprawy inaczej. A może niektórzy nie maja ku temu powołania? ). Reasumując jestem zdania, że robienie z siebie totalnej niedojdy życiowej tylko z tego powodu ,że ktos ma problem i nie do konca wie jak sobie z tym poradzić to ( według mnie ) błąd. Żeby wyjść z uzaleznienia trzeba chcieć i przede wszystkim zdawać sobie sprawę z tego ,że mam słabość do tego gówna ! Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia - Andrzej równiez uzalezniony .

P.S. Kolejny dzień bez jointów, czytając posty rożnych ludzi znalazłem informacje o tym,że miewa sie popieprzone sny o paleniu w trakcie odstawienia ( nie wierzyłem w to , a tak w ogóle od kilku lat nie miewałem snów ). Wczoraj miałem własnie taki sen :) Szkoda ,że taki ale przez lata ćpania zapomniałem jak to jest mieć sen ! Mam nadzieje ,że po jakimś czasie zacznę śnić o czyms przyjemniejszym.

Wczoraj była okazja do zapalenia, nie skusilem się, wiedzialem ,że nie moge tego zrobić bo wtenczas to co tu piszę nie miało by żadnego sensu i to co sobie postanowiłem legło by momentalnie w gruzach. Czuje się dobrze mysląc ,że nie uległem pokusie , a szczerze mówiąc nie wymagało to ode mnie jakiegoś niestworzonego wysiłku !

Pozdrawiam wszystkich i do kolejnego razu !

bigfish - 24-04-2012

Witam ! już ponad tydzień czystości umysłu, zaczynam odczuwać pozytywne skutki niepalenia :) lepsza kondycja i nastrój :)
David - 24-04-2012

mi wczoraj minął tydzień ..czyli dzisiaj 8 dzień leci :P
humorek ok..mam większy spokój i stres mnie tak nie chwyta..większ odporność na stres (w pracy) a mam duzo stresu w pracy..
ale wczoraj mi się chciało zajarać.. tak jednego pożądnego bucha chociaż..ale nie..nie dałem się.

who i am - 24-04-2012

Witam, ciesze sie ze dalej pozostajecie w abstynencji, mi jutro mija 3miesiac nie palenia, ogolnie to juz nie nekaja mnie doly i leki, ale nadal czuje ze jesto to walka z uzaleznieniem, czasami wpadaja mi do glowy mysli zeby sobie zajarac why not, ale jak patrze na moich przyjaciol ktorzy dalej jaraja a trzymam sie z nimi i sie od nich nie odwroce dlatego ze znam ich cale zycie to widze ze ziolo teraz juz im nic nie daje, tylko zawiechy, jak sie spala przy mnie to sie tak samo zachowuja jakby nie zapalili, takze wtedy zadaje sobie pytanie na chuj to jarac jak nie ma juz z tego przyjemnosci ;] Kiedys bylo inaczej na poczatku przygody z tym syfem, wystarczyl buch a czlowiek piał jak glupi przez 2godziny i pozniej na lajcie wracal do swojego stanu normalnosci, ale skoro sie juz popadlo w taki nalog i codzienne jaranie trwalo dlugo, pare lat, to juz staje sie to nudne i tylko nasz chory umysl prosi o kolejne dawki, ale gdzies wewnatrz nas tworzy sie bariera ze juz nie chcemy tak popadac w nie moc i klebi sie w srodku mysl zaprzestania i przez to zaczynaja nas nekac leki strach dziwne wkrety itp poniewaz w glebi serca mamy juz tego dosyc... Najgorsze sa poczatki jak ze wszystkim, czy to nowa praca, nowy sport czy nowa gra itp itd na poczatku nikt nie jest w tym dobry, ale z czasem kiedy sie cwiczy nad tym jest co raz lepiej... W naszym przypadku musimy walczyc z uzaleznieniem wierze w to ze nadejda lepsze dni, ze bedziemy funkcjonowac w srodowisku naturalnym, gdzie wazny jest upgrade samego siebie, trzeba rozbudzic w sobie ambicje ktore spaly przez tyle lat przez jaranie... Ja staram sie spelniac swoje marzenia, planowac je, odkladac na nie pieniadze i realizowac, to dopiero daje szczescie realne, prawdziwe, a nie jak uciekanie od swiata i chowanie sie w zielonym gaszczu :) POZDRAWIAM I ZYCZE WYTRWALOSCI dzis mija wam tydzien jutro dwa a nim sie obejrzycie zaczniecie liczyc miesiace tak jak ja :) Jezeli drzemie was silna wola to wam sie uda, ja staram sie nie poddawac, a mam okazje prawie codziennie widzac sie z moimi przyjaciolmi, na poczatku mowilem sobie ze w moje 25urodziny ktore odbyly sie w kwietniu, ze zapale zrobie sobie przerwe na ten jeden dzien w abstynencji i sprobuje, ale powiem wam ze odpuscilem ta mysl jak przyszedl ten dzien, napilem sie wodeczki i bylo rownie smiesznie co po zbakaniu a nawet lepiej bo byla jakas werwa a nie zamuł. POZDRO
gelko - 26-04-2012
Temat postu: historia bigfisha jest dokladnie taka jak moja
Ja tez musze schodzic do piwnicy na kilka chwil tylko po to zeby sciagnac dwa buchy. Też miałem przerwe i po kilka miesiecy, nawet kilka przerw. też nie znam umiaru, nie potrafie palic raz na kilka tygodni, musze codziennie jak juz pale. Przejaralem 10 lat i uważam ze ciezko jest rzucic, dobrze to ujales "uspiona czujnosc" po kilku miesiacach. Powodzenia.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group